piątek, 27 listopada 2009

Hill country

Z Kandy bez żalu udaliśmy dalej w góry. Pierwszym przystankiem na naszej drodze było miasto Nuwara Elija położone na 1910 m.n.p. Klimat na tej wysokości jest o wiele bardziej przyjazny niż na wybrzeżu. Znaleźliśmy hotel i udaliśmy się na zwiedzanie okolicy co głównie ograniczyło się do wejścia na pobliską górę oraz odwiedzin w pobliskiej fabryce herbaty. Następnego dnia odwiedziliśmy miejscowość Haputale skąd udało nam się wejść na szczyt zwany Lipton's Seat. Cała górska kraina na Sri Lance jest jakby wyciśnięta w górę tworząc na wysokości olbrzymie plateu. Szczyt o którym piszę nie tyle był wysoki co z jego czubka można było podziwiać olbrzymią przepaść wysokości 880m pod którą ciągnęła się dalsza część kraju, ale już nizinnego. Dzięki Pyzulowej pobudce z samego rana o 6 udaliśmy się na górę z samego rana zgodnie z poleceniem LP. Ponoć przed 10 nie ma jeszcze chmur. Niestety praktycznie całą drogę przeszliśmy w mleku i pomimo iż był to miły spacer wśród plantacji herbaty to wiele więcej nie zobaczyliśmy (prócz kolejnej fabryki herbety).Po powrocie tak zaczęło padać, że reszta dnia spełzła na zajęciach domowych. Miłą niespodzianką było gdy do naszego hotelu wmeldował się nasz znajomy Polak z Langawi o którym nie wiedzieliśmy kompletnie, że jest nawet na Sri Lance. Przyjechał w towarzystwie Amerykanina który upierał się, że jest Kanadyjczykiem bo mieszka blisko granicy i Chinki która nie uważała wcale bo nie bardzo wiedziała co się wokół niej dzieje, zwłąszcza po wieczornej butelce Araku. Po Haputale udaliśmy się górskim pociągiem za 70 groszy do miejscowości Ella w której nic prócz do dobrej kuchni nie widzieliśmy :) Rice&Curry na dwadzieścia sposobów.

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz