środa, 27 stycznia 2010

Aoraki/ Mt.Cook

W Nowej Zelandii mieszka 4 miliony osób, z czego 3 miliony mieszkają na wyspie południowej. Zapowiada się dobrze. Na wyspie południowej znajduje się też miejsce do którego chciałem przyjechać - Fiordland. Nie mam w zasadzie wątpliwości, że będzie mi się podobać.
Pożegnaliśmy się na lotnisku rano o 4. Gosia wsiadła w samolot o 6.15 i już za dwa dni wylądowała w Warszawie : ) a my o 6.45 pomknęliśmy do Christchurch (Zła pogoda została w Auckland) Główne miasto na deser, a my po odpoczynku w kabinie w której też zaplanowaliśmy część wycieczki, udaliśmy się pośpiesznie w trasę.
Nie będę nawet pisał na ten temat. Dodam tylko dwa słowa wyjaśnienia. Woda w jeziorach jest błękitna bo wypłukuje z gór jakieś minarały które w/w kolor jej nadają. Lodowiec jest natomiast ukrty pod kupą tych czarnych kamieni i ma ponoć 600 metrów głębokości. Woda wypływająca z lodowca ma zaś kolor wody z kredą ale czemu to wam nie powiem - pewnie dlatego, że jest brudna. Po drodze odwiedziliśmy też farmę łososi. Łosoś ponoć najlepszy na świecie dlatego, że hodowany w kanale. Nie chodzi bynajmniej o to, że w górskiej wodzie pływa, chodzi o to, że biedak płynie przez dwa lata - zanim mu głowę utną - pod prąd. Coś jak masowane krowy w Japonii.










































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz