piątek, 1 stycznia 2010

Czy to już 2010?

Im człowiek starszy tym czas szybciej leci. To prawie tak jak z amerykańskim (choć nie tylko) długiem publicznym – im go więcej tym szybciej rośnie. Ledwo się człowiek przyzwyczai nie mylić przy pisaniu daty, a tu już trzeba się uczyć nowych cyfr.

Co prawda posty pojawiają się z niewielkim opóźnieniem, więc nie wszystko wiecie (uzupełnimy niebawem). W każdym razie Nowy Rok przywitaliśmy w Sydney, a co się z tym wiąże postanowiliśmy się wybrać na imprezę outdoorową. Ponoć 1,5 miliona ludzi zgromadziło się w różnych punktach portu więc to prawdopodobnie największa impreza publiczna w jakiej braliśmy udział. Co ciekawe już od kilku dni pokazywali w telewizji jak to najbardziej wytrwali pozajmowali sobie miejsca z dobrym widokiem i nie opuszczali ich przez te kilka dni tylko po to by mieć dobry widok na 10-cio minutowy pokaz fajerwerków! W każdym razie było miło i nawet bym powiedział bardziej rodzinnie niż imprezowo, a jednak same fajerwerki mimo, że nie brzydkie to nie były też fenomenalne. Ot, fajerwerki przez 10 minut i nie wiem czy w Polsce nie widziałem kiedyś lepszych. W połączeniu jednak z piękną zatoka i tymi widokami które możecie zobaczyć na zdjęciu...Było magicznie.

Korzystając z okazji chcieliśmy złożyć wszystkim serdeczne życzenia by spełniły się wasze wszystkie marzenia!

Aha, jakby ktoś był ciekawy to Pola wszystko przespała i żadne strzały jej nie wybudziły.

Koniec roku -
Wszystkie kąty
Tego niestałego świata
Zamiecione.

Basho





1 komentarz: